Józef Czapski o tuszowaniu prawdy o Katyniu

2326
0
Share:

Józef Czapski, oficer, pisarz, i artysta, który bez skutku szukał tysięcy oficerów wojska polskiego zaginionych po wzięciu do niewoli w 1939 r. w Rosji sowieckiej, został ocenzurowany przez redakcję Głosu Ameryki, kiedy w czasie wizyty w Stanach Zjednoczonych w roku 1950 próbwał wyjaśnić słuchaczom w Polsce jak zamordowano jego współwięzniów w obozach NKWD na rozkaz Stalina. Czapski i jego siostra Maria Czapska byli natomiast częstymi gośmi w programach Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, również finansowanej przez rząd USA. Sekcja polska Głosu Ameryki wznowiła wywiady z Józefem Czapskim dopiero w czasie prezydentury Ronalda Reagana. Administracja prezydenta Reagana położyła ostateczny kres wszelkiej cenzurze programów Głosu Ameryki zbyt krytycznych w stosunku do Związku Sowieckiego i innych państw rządzonych przez komunistów.

Dźwiękowy obraz historii

Wywiad Wacława Bnińskiego, europejskiego korespondenta sekcji polskiej Głosu Ameryki, z Józefem Czapskim, 18 kwietnia 1984 r. w Maison-Laffitte.

Dźwiękowy obraz historii

Józef Czapski dla Sekcji Polskiej Głosu Ameryki

Wywiad z Józefem Czapskim1 został przeprowadzony i nagrany w 1984 r. przez Wacława Bnińskiego,2 europejskiego korespondenta Sekcji Polskiej Głosu Ameryki. Niniejsza transkrypcja została opracowana na podstawie nagrania znajdującego się w zbiorach Muzeum Radia Zimnej Wojny im. Stefana i Zofii Korbońskich.

Transkrypcja zachowuje charakter wypowiedzi mówionej Józefa Czapskiego, z jej powtórzeniami, urwanymi zdaniami i naturalnym rytmem rozmowy. Poprawiono jedynie oczywiste literówki i interpunkcję tam, gdzie nie zmienia to sensu wypowiedzi.

WACŁAW BNIŃSKI: Paris. Interview with Mr. Józef Czapski [po angielsku w oryginale].

W Maisons-Laffitte3 odwiedzam pana Józefa Czapskiego, znanego naszym słuchaczom autora, literata i malarza, autora dwóch książek, o których dziś specjalnie chcemy mówić: Wspomnień starobielskich i Na nieludzkiej ziemi.4

Panie Józefie, był pan jednym z pierwszych, który wszczął intensywne poszukiwania zaginionych oficerów i żołnierzy polskich w Związku Sowieckim. Znalazł pan ich potem w grobach katyńskich. Czy może pan opowiedzieć naszym słuchaczom, jak wyglądały pana pierwsze kroki, pana pierwsze starania?

JÓZEF CZAPSKI: Proszę pana, jak mnie, nas wypuścili ze Starobielska, bo ja byłem ze Starobielska,5 i z tam tych innych obozów, to myśmy zupełnie nie wiedzieli, co z nami się będzie działo. Byli ludzie, którzy byli przekonani, że nas prześlą do Niemiec. Inni mówili, że starych odeślą do Polski. Tak że nie wiadomo, ile nadziei w tym wyjeździe ze Starobielska było. No i, wie pan, jak było w rzeczywistości. Z piętnastu tysięcy oficerów polskich, i także policji, zostało czterysta osób żywych.6 Wszystka reszta zginęła zupełnie — zginęła tak, jak nie można sobie wyobrazić, żeby mogła zginąć, żeby można było to tłumaczyć niedbałością albo tym, żeśmy się ich nie doszukali. Bo proszę pana, wywożąc nas z tych obozów, mówiono nam dwuznacznie, umyślnie, żeby zamieszać wszystkich. Naraz budzono nas w nocy, kto mówi po grecku i po rumuńsku? Naturalnie, momentalnie cały obóz, że nas przez Grecję wyślą na front francuski. Bo jeszcze nikt nie wiedział, jak to będzie dalej.

WACŁAW BNIŃSKI: To znaczy, nie wiedział, tylko mieliście nadzieję, tylko nie przypuszczaliście.

JÓZEF CZAPSKI: No, nie przypuszczaliśmy zupełnie, nie przypuszczaliśmy. Może coś takiego będzie. Potem, jeden z moich wielkich przyjaciół, ciężko chory na suchoty, którego odprowadzali do tego wagonu, po którym go zamordowali, pan Bereszkow, który był na czele Starobielska, powiedział: „Jak ja panu zazdroszczę, jakbym chciał z panem jechać tam, gdzie pan jedzie”. No wie pan, do jakiego stopnia cynizm był posunięty. No dobrze. W każdym razie myśmy, jak nas odsyłali ze Starobielska, to pomyśleli sobie, taki ogromny obóz paru tysięcy ludzi to jest bardzo ciężko wyżywić i prawdopodobnie nas uplasują w małych obozach. Tak że jechaliśmy jeszcze zupełnie optymistycznie, że w najgorszym razie będziemy w małym obozie. Ale mieliśmy jeszcze prawo komunikowania z Polską. Myśmy dostawali listy i pisaliśmy listy do Polski. Ja miałem siedemdziesiąt listów w ciągu tego czasu, kiedy byłem po obozach, z Polski otrzymywałem. Naturalnie, że całe nasze, wszystkie nasze rodziny tych jeńców między sobą się znały. Tak że wystarczyło mówić, że Janek, Franek i tak dalej, to już one przekazywały. Ja stale z moją siostrą korespondowałem i ona była w kontakcie z tymi matkami, siostrami, żonami moich kolegów. Tak że natychmiast jedna rzecz się zrobiła dziwna, że listy od nas dochodziły, i listy do nas dochodziły, ale nie było nikogo z tamtych kolegów, którzy — poza tymi czterystu (o których) panu mówię — którzy zginęli. Więc to już się zaczęło robić podejrzane. Więc już jakżeśmy byli w Griazowcu, zaczęliśmy spisywać wszystkie nazwiska naszych kolegów, których pamiętaliśmy.

WACŁAW BNIŃSKI: I o których nie mieliście wiadomości.

JÓZEF CZAPSKI: I o których nie mieliśmy żadnej wiadomości. I to były te pierwsze spisy, które posłużyły nam potem na poszukiwanie ich. Kiedy nas wypuścili z obozu, to „Nieludzka ziemia” się tutaj zaczyna, to ciągle ta myśl o naszych kolegach nas prześladowała, i ciągle zwracaliśmy się do dowództwa, i Anders7 wszędzie się dowiadywał, i nie było żadnych wiadomości. Takie były rzeczy, które naprawdę nie po kolei panu opowiadam. Ale kiedy Anders z naszymi listami wszystkimi przygotowanymi przyjechał do Stalina razem z Sikorskim, zapytał, gdzie oni są. I na to Stalin powiedział: „Oni pewno przez Mongolię uciekli”.8 I na to Anders powiedział — „panie Marszałku”, czy jak on do niego mówił — „ja mam za duże zaufanie do dokładności NKWD,9 żebym mógł sobie uwierzyć, że kilka tysięcy ludzi uciekło nie zostawiając śladu”. No, przecież myśmy wszyscy byli dokładnie badani za każdym razem i wszystkie nasze spisy i curriculum vitae i nie wiadomo co były przesyłane do Moskwy.

WACŁAW BNIŃSKI: A jaka była reakcja Stalina?

JÓZEF CZAPSKI: Wykręcał się. No, jeżeli on powiedział, że do Mongolii uciekli, to proszę pana, to, to, on doskonale wiedział. Ja jestem przekonany, że to bez wiedzy jego by nie było zrobione, bo ostatecznie to była zbrodnia niebywała. Proszę pana, myśmy się nawet z nimi nie bili, myśmy przecież z Hitlerem walczyli. A on tak. To było, już było zawracanie głowy. Ale myśmy przecież jeszcze myśleli, że może on wysłał na Kołymę,10 no najdalej, bo mieliśmy takich spryciarzy, różnych takich, enkawudystów, którzy tam przypijali do nas i tak dalej i mówili: „Bądźcie ostrożni, nie mówcie nic o tym, nie mówcie o nich nikomu, dlatego że oni teraz nie mogą dojechać, bo statki nie mogą ruszać, bo to jest daleka północ. Tylko w czerwcu, lipcu i sierpniu można… Czekajcie na nich, czerwiec, lipiec, oni będą”. Więc ciągle nam takie zawracanie głowy robili.

WACŁAW BNIŃSKI: Ale po tej odpowiedzi Stalina, o której pan wspomniał, to znaczy, że powiedział pan, iż oficerowie polscy prawdopodobnie uciekli gdzieś do Mongolii, czy generałowie Sikorski i Anders wzięli to za dobrą monetę?

JÓZEF CZAPSKI: Tak i nie. Generał Anders powiedział Stalinowi w oczy, że za duże ma zaufanie do NKWD, żeby mógł wierzyć, żeby parę tysięcy ludzi, jeńców uciekło, i żeby NKWD o tym nie wiedziało.

WACŁAW BNIŃSKI: I od tego momentu zaczęły się formalne żądania władz polskich do Stalina o wytłumaczenie całej sprawy.

JÓZEF CZAPSKI: Ciągle były próby, ale na to nic nie wychodziło. I wtedy ja się zwróciłem do Andersa, byłem po prostu w wojsku, i napisałem do niego list, że ja przez, kilkadziesiąt lat temu pojechałem szukać do Petersburga moich kolegów zaginionych: Romera, Starzyńskiego, paru jeszcze innych, którzy się po rozbrojeniu Korpusu Wschodniego — pan może się troszkę orientuje — po rozbrojeniu, nie chcieli oddać broni.11 I oni zdecydowali — wariacki projekt — że oni dotrą do Archangielska, gdzie była jeszcze placówka angielsko-francuska, wojskowa, żeby przez tę północ trafić znowu na front francuski, bo oni się chcieli bić. Więc…

WACŁAW BNIŃSKI: Zaproponował pan generałowi Andersowi.

JÓZEF CZAPSKI: Zaproponowałem generałowi Andersowi, że podejmę się tych poszukiwań — miałem już bowiem wcześniejsze doświadczenie, zresztą bardzo tragiczne. Pan Romera pewno znał?

WACŁAW BNIŃSKI: Tak, znałem.12

JÓZEF CZAPSKI: Więc to było stwierdzenie, że oni nie żyją. Cała moja podróż wtedy do Petersburga, to jest ostatni raz kiedy byłem w Petersburgu, czy Leningradzie, czy jak to dzisiaj mówić. I tam stwierdziłem namacalnie, że ich rozstrzelano. Nawet gdzie, w Powieńcach, i dlaczego, i jak. Zresztą to było wariactwo. Nie wiem, czy pan znał Bronka Romera? To był już najbardziej typowo taki polski oficer, wie pan. Gdzie on mógł tam. Oni jechali niby szukać kapitalistów, którzy uciekają. Pod pseudonimem. Pod tym. To też nikt tak w to nie uwierzył. I po drodze ich złapali. Zatelegrafowali. Mieli oni wszystkie papiery w porządku, i tak dalej. Zatelegrafowali z Powieńca13 do Leningradu, powiedzieli, że są to papiery fałszywe, i ich na miejscu rozstrzelali. Ale w każdym razie miałem to doświadczenie i wtedy przecież pomimo tego, że nic nie przedstawiałem, że przyjechałem, trafiłem nawet do Stasowej.14 A Stasowa, to była wtedy… rząd sowiecki się przeniósł do Moskwy i komuną północną dowodził Zinowiew, Trocki, i Stasowa.15 Stasową uważali wtedy za sumienie rosyjskiej rewolucji, a ja przypadkowo znałem Rosjankę przez mojego ojca, generałową, która była w Czerwonym Krzyżu podczas wojny. I do niej się zwróciłem — była w szkole razem ze Stasową. Bo Stasowa była też z takiej dobrej rodziny wojskowej. Tak że ja się do niej wybrałem i ona mnie po ludzku przyjęła i powiedziała, że ja to dla pana zrobię i ja się o tym dowiem. Nawet to jest… Nie można było sobie czegoś podobnego wyobrazić w tym czasie, kiedy ja szukałem naszych wszystkich kolegów, kiedy ostatecznie ja byłem delegatem Andersa, kiedy miałem listy do Berii i tak dalej Andersa, żeby bezwarunkowo powiedzieli mi prawdę. Ja wtedy nie spotkałem ani jednego człowieka, który by mnie inaczej przyjął jak z zupełną obojętnością, i wiedziałem, że ja od nich nic się nie dowiem. Tak że ja…

WACŁAW BNIŃSKI: I wtedy zrodziły się podejrzenia.

JÓZEF CZAPSKI: No, podejrzenia już były dawne, dawne były podejrzenia.

WACŁAW BNIŃSKI: Ugruntowały się wtedy.

JÓZEF CZAPSKI: Ale wtedy już się zupełnie ugruntowały. Ja wtedy pojechałem na początku do Czkałowa.16 Nie pamiętam. Zdaje się, Orenburg był dawniej, wie pan. Do Czkałowa. I tam mi się rzeczy z początku niby bardzo udawały. Bo tam się wyniósł szef NKWD, ale to było wszystko tajne, i wszędzie mi mówili, że żadnego NKWD tu nie ma, i… Ale najzwyczajniej przypadkiem spotkałem jakiegoś takiego dozorcę czy coś, i on powiedział: „NKWD jest tu”. I wybrałem się do niego, do jego mieszkania, tego generała i jego ścisłego sztabu, dowódcy wszystkich obozów. No i wtedy doszedłem do takiego ciepłego, wygodnego mieszkania, i przyszedłem zaraz do tego generała, że to jest z rozkazu Stalina. Bo Stalin powiedział podczas jednej z rozmów z Andersem: „Wszyscy będą oddani, jak kazałem; wszystkich Polaków oddać, a kto z dowódców nie będzie ich oddawał z tych gułagów17 różnych, my ich budiem łamat”. Będziemy ich łamać. Tak że Anders pisał listy do nich z rozkazu Stalina.

WACŁAW BNIŃSKI: Powołując się na słowa Stalina.

JÓZEF CZAPSKI: Powołując się na słowa Stalina. Ale każdy taki przecież drżał śmiertelnie przed Stalinem, i jak ja przynosiłem list, który zresztą ja sam redagowałem, w którym powiedziałem, że piszę do pana, panie generale, z rozkazu, z rozkazu Stalina, to oni mnie… prawie że na baczność przede mną stawali, bo z początku wierzyli, że to jest może umyślne. W każdym razie… i tu było moje… była moja rewelacja. Siedziałem naprzeciwko tego generała, a na suficie, nad głową generała, była mapa Rosji, gwiazdy większe i mniejsze, wszystkich obozów. Wie pan. Więc widziałem tutaj, no, całą mapę, tysiąc, no nie tysiąc, ale może osiemdziesiąt obozów jego. No i tu, on bardzo był ze mną grzeczny, powiedział, że na pewno w jego obozach nie było żadnych Polaków. To musiało być w innym dziale, ale niech pan przyjdzie jutro, ja panu jutro wszystko wyjaśnię, i chciał, żebym ja mu spis tych oficerów jemu oddał. Naturalnie, że jemu nie oddałem, no bo, ostatecznie, to był nasz dokument zasadniczy. No i na drugi dzień, byłem wtedy jeszcze u różnych, byłem u szefa NKWD Czkałowa, wszyscy bardzo grzecznie ze mną rozmawiali, i nagle na drugi dzień poszedłem do tego generała. Przyjął mnie zupełnie inaczej, bo naturalnie dostał wcieranie, że w ogóle ze mną rozmawiał. Powiedział, że on nie może nic powiedzieć, żebym się zwrócił do Wyszyńskiego, który był wtedy wiceministrem spraw zagranicznych, czy coś takiego, w Kujbyszewie, i że nic więcej powiedzieć nie może, i koniec. I spuścił mnie ze schodów. Naturalnie, że wiedział, że nie wolno nic mówić. A czy on coś wiedział. Naturalnie, że wiedział. Wszyscy wiedzieli. W każdym razie stamtąd wróciłem do Andersa, do sztabu. I już generał miał wizytę przedstawicieli NKWD, którzy byli przy naszej armii, że proszą, żeby takich rzeczy dalej nie robili, bo nikt nie ma prawa mi nic mówić poza górą, poza szefami w Moskwie czy w Czkałowie, bo część wyjechała do Czkałowa. I Anders, tak jak i on był, tak zareagował, ach nie, tylko w Moskwie, więc go zaraz wysyłam do Moskwy. I zaraz wyjechałem potem do Moskwy.

WACŁAW BNIŃSKI: A jaka była reakcja NKWD?

JÓZEF CZAPSKI: Reakcji NKWD nigdy nie można bardzo zgadnąć. Naturalnie, że byli bardzo dyplomatyczni, chrząkali, ale nic, nic nie mogli zrobić, bo ostatecznie Anders wtedy miał dużą sytuację. Bo dla Rosjanina, być u Stalina, rozmawiać ze Stalinem, to już była niesłychana rzecz. No dobrze. Więc napisał znowu list do Moskwy, Anders, i ja z tym listem pojechałem do Moskwy. I to były może najcięższe moje przeżycia, które miałem w związku z moim poszukiwaniem. Bo, po pierwsze, przyjęli mnie jak psa. Pomieścili mnie w jakimś hotelu. Aresztowali z powrotem, z początku, że kto ja jestem. Bo ten mundur cały mój był obcy w Moskwie. Podejrzewali, że ja jestem może Niemiec, czy co. Szpieg. W każdym razie, po godzinie czy co wypuścili mnie z więzienia i dali mi bardzo przyzwoity pokój w przyzwoitym, jednym z najlepszych hoteli. No i wtedy zacząłem się wybierać, żeby trafić do, jeżeli nie do Berii18, to do jakiejś prawej ręki.

WACŁAW BNIŃSKI: Stalina.

JÓZEF CZAPSKI: No, Stalina to już nie mówimy. Beria był…

WACŁAW BNIŃSKI: Prawej ręki Berii.

JÓZEF CZAPSKI: Prawej ręki Berii. No i wtedy, wybierałem się tam. Nikt w ogóle nie chciał mnie przyjąć. Po jakimś czasie… A ja wtedy napisałem list, napisałem list z dokładnym komunikatem, że nie wiemy, gdzie oni są, że oni zaginęli od tego czasu, że mam te, te, te, te pogłoski, że są na wyspach, a że byli zatopieni, a że są na Kołymie. Wszystkie te wiadomości były z trzeciej czy czwartej ręki, żadne nie były, nie mogły być sprawdzone, więc cała moja nadzieja jest, że panowie teraz mi powiedzą, gdzie ci ludzie są. Czy żyją? Czy nie żyją? Jeżeli nie żyją, gdzie oni zostali zabici czy umarli z zimna, czy coś takiego? No i ja ten list podyktowałem. Mam zresztą spis, ten list, ten cały. No i, nareszcie, zostałem przyjęty przez generała Rajchmana,19 który był jedną z prawych rąk Berii razem z Merkułowem. Przyjęty byłem ogromnie zimno. Przyjął mnie z drugim człowiekiem, bo nigdy oni we dwójkę nie rozmawiają, ale zawsze mają kogoś, który ich słucha. I ja tę całą rzecz przedstawiłem. Rajchman bardzo uprzejmie — bardzo uprzejmie to nie mogę powiedzieć — zimno, ale grzecznie powiedział, że on o tym nic nie wie, ale, że z przyjaźni dla generała Andersa, on zrobi starania, żeby się o tym dowiedzieć. Prosi mnie, żebym czekał w Moskwie i on mnie wezwie, kiedy będzie miał jakieś wiadomości. No i ja przez tydzień leżałem na łóżku w tym moim hotelu i zaczytywałem się w jakieś książki, bo ostatecznie książki można było jeszcze dostać, różne, i nie wiedziałem, jak długo będę czekał. Aż naraz po tygodniu miałem telefon o jakiejś drugiej w nocy — bo oni zawsze w nocy pracowali — od Rajchmana. Szalenie serdecznie, takim zupełnie innym głosem powiedziane, taki sympatyczny, przyjacielski: „Proszę pana, mnie jest tak szalenie przykro, bo obiecałem panu, że będę z panem rozmawiał, ale nic nie mogłem się dotychczas dowiedzieć, jutro rano wyjeżdżam, gdzieś tam na Syberię czy coś, tak że nie będzie pan… nie mogę pana widzieć, ale niech pan się zgłosi w Kujbyszewie do Wyszyńskiego20 [Czapski dodał tu najwyraźniej od siebie: — drań nad draniami], on panu, jeżeli on ma jakieś wiadomości, to on panu powie”. No i to było skończone. Już wiedziałem, że ja się tu nic nie dowiem.

WACŁAW BNIŃSKI: To była podobna odpowiedź do poprzednich. Wszystko na Wyszyńskiego.

JÓZEF CZAPSKI: Wszystko na Wyszyńskiego. A ja na to jemu natychmiast jeszcze przez telefon zdążyłem mówić. Proszę pana, mnie Wyszyński nic nie powie dlatego, bo ambasador Kot21 osiem razy w tej sprawie już był u Wyszyńskiego, i nic mu nie powiedzieli. No, proszę pana, odwiesił, i koniec. No i wtedy…

WACŁAW BNIŃSKI: I na tym rozmowa się skończyła.

JÓZEF CZAPSKI: I na tym się rozmowa skończyła.

WACŁAW BNIŃSKI: I wyjechał pan wtedy z Moskwy, powrócił pan do generała, do generała Andersa?

JÓZEF CZAPSKI: Powróciłem do generała, ale to już było do Turkiestanu,22 bo już się w tym czasie, jak ja tam podróżowałem, wojsko się przesunęło na południe. No i z tą wiadomością grobową, to znaczy żadną, zwróciłem się do Andersa. Jeszcze widzę Andersa, jak papierośnicę tak trzymał, no i powiedział tak, bardzo kategorycznie powiedział: „Mój kochany, oni wszyscy nie żyją. Ja ich uważam za moich kolegów, co zginęli w bitwie”. Dla mnie to było uderzenie w łeb. Bo naprawdę, tak uwierzyłem, że naprawdę, gdybym ja był w Londynie, gdybym musiał dotrzeć do Churchilla, no to bym na pewno dotarł, z tym uporem, który ja mam, i z tą sprawą, o którą walczyłem. A tutaj widziałem zupełnie ścianę. Ścianę, przez którą ja już nigdy nie przeniknę. No i wróciłem wtedy w tym poczuciu, że oni już… Ale jak zginęli, to wszystko nic, nic się jeszcze nie wiedziało.

WACŁAW BNIŃSKI: I wtedy dopiero po ogłoszeniu o mordzie katyńskim przez Niemców, dopiero wtedy, to były pierwsze informacje, które otrzymaliście potwierdzające poszlaki.

JÓZEF CZAPSKI: W cząstce, bo część naszych kolegów wymordowanych odkryli Niemcy. No i tu wybuchła cała walka i polemika, i gdzie i jak, i co. No nic nie mogliśmy się. Naturalnie, że to było jasne zupełnie, że to Rosjanie zrobili. Wtedy, ambasador, jak dotarł, jak dotarły te nasze wiadomości do Anglii — a jeszcze to chciałem powiedzieć, że niesłychanie uprzejmie zawsze traktowali mnie Anglicy. Więc wszystkie listy, które do sztabu pisałem, do Londynu, szły przez walizę dyplomatyczną angielską, i te listy pisałem w wojskowym sztabie angielskim, który miał swoją placówkę w Moskwie, żeby to nie przez cenzurę szło. Tak że cóż mogę panu więcej powiedzieć.

WACŁAW BNIŃSKI: Ale słusznie pan zaznaczył, że oficerowie polscy, których zamordowano w Katyniu, to była tylko część globalnej liczby zaginionych.

JÓZEF CZAPSKI: To, co ja zawsze powtarzam, że zginęli nasi koledzy w Katyniach.23 Nie w jednym, w jednym, o którym panu mówię. Ale myśmy dlatego do nich trafili, że te tereny zajęte były przez Niemców. Tamci byli gdzie indziej wymordowani. Proszę pana, to był czas kiedy my znowu odnawialiśmy armię polską, bo wybuchła wojna niemiecko-sowiecka. I przecież wtedy myśmy na nowo stworzyli tę samą starą armię z tych wszystkich łachmaniarzy, z tych wszystkich ludzi, którzy do nas przyszli w jakichś onucach, w rozszarpanych ubraniach, z tych wszystkich obozów, w których nas rozsyłali. I ja tych ludzi, miałem polecenie, żeby tych ludzi przyjmować. Więc proszę pana, nie było ani jednego, który mógłby mi dać jedno z nazwisk. My mieliśmy parę tysięcy nazwisk, proszę pana. I nazwiska polskie nie są takie rzadkie. One się często powtarzają. Ani jednego człowieka, który mógł, który by mógł przypuścić, że to jest ktoś z naszych kolegów. Tak że to wtedy mnie najzupełniej przekonało. Bo każdy Polak, który przychodził wtedy do naszych obozów, już formacji wojskowych, miał listę Polaków, o którą błagał, żeby ją, po nich telegrafować, bo wszędzie, wszędzie byli Polacy, i wszędzie w obozach bardzo niechętnie ich oddawali, bo to jest siła robocza. I tu już tylko ten Stalin znaczył, i wtedy wszędzie, wszędzie Anders rozsyłał telegramy, rozkazy, żeby tych ludzi wypuścić. I ludzie zewsząd przychodzili. Nie tylko to, przychodziły dzieci. Przychodzili chłopcy czternasto-piętnastoletni, których rodzice zesłani nie wiadomo gdzie posyłali na opiekę wojska.

WACŁAW BNIŃSKI: Panie Józefie, kilkakrotnie wspominał pan na podstawie pana doświadczenia, historii pana rodziny, wspominał pan kilkakrotnie, że nie wierzył pan, by było możliwe masowe wymordowanie oficerów polskich przez władze sowieckie. Nie mieściło się to panu w głowie. Czym pan tłumaczy ten ich krok?

JÓZEF CZAPSKI: Żeby zlikwidować Polskę. Najprościej. Ja podejrzewam, że te całe wymordowanie było zrobione po cichu w porozumieniu z Niemcami, którzy też nie bardzo wiedzieli co z tymi wszystkimi ludźmi robić. Oni, myśmy byli właściwie jeńcami niemieckimi. Przecież myśmy z Niemcami wojowali, a nie z Rosjanami. I ta decyzja, proszę pana, jaki powód mogę panu powiedzieć. Najprościej, naprawdę, likwidacja Polski. Niech pan pomyśli, że to była cała elita wojskowa, fachowcy. To pan, muszę panu opowiedzieć, zresztą pan to pewno wie. Wtedy zaczęła się tworzyć Armia Berlinga.24

WACŁAW BNIŃSKI: Naturalnie.

JÓZEF CZAPSKI: Ale to było tak, że oni wezwali Berlinga25 i wezwali jakichś pięciu, sześciu, wyższych dowódców do — jak to się nazywało u nas dowcipnie, ładnie dowcipnie — willi szczęścia26 — bo oni mieli willę o wiele wygodniejszą, i tak dalej. I z nimi zaczął Beria rozmawiać, że czy, czy by się oni zgodzili stworzyć polską armię, która by walczyła z Niemcami, razem z Rosjanami. Berling wtedy powiedział: „Tak, zgadzamy się, zrobimy tę armię, ale… ale pod jednym warunkiem, że wszyscy Polacy będą mogli w to wejść”. Wie pan, to… I na to Beria odpowiedział: „Naturalnie, proszę pana, nawet faszyści polscy będą mogli wejść, wszyscy Polacy do tej armii”. I wtedy Berling powiedział: „No, proszę pana, my mamy z Ostaszkowa, z Kozielska i ze Starobielska, całą klasę oficerską, specjalistów. Tak że jako baza może to być świetne”. I na to Mierkułow27 — Mierkułow to była taka najprawsza ręka Berii — powiedział: „Nie, nie, nyet, eti nyet, z etimi my zdiełali oszybku” — to znaczy: „my z nimi zrobiliśmy pomyłkę”.28 I tu tylko chciałem skontrolować, bo ta cała historia jest opowiedziana i przeze mnie i przez Andersa. I tu się Anders w jednym miejscu pomylił, bo powiedział, że my zdiełali oszybku, że to Beria powiedział. Ja wiem na pewno, że to nie Beria, ale Mierkułow. Dlatego, bo ja czterech widziałem świadków tej rozmowy, i wszyscy czterej mi powiedzieli, że to Mierkułow był, który powiedział niezręcznie, że my zdiełali z nimi oszybku, to znaczy, że wymordowaliśmy wszystkich. I bardzo dużo ludzi mówi, że wszystko to zobaczymy w archiwach, jak runie komunizm. Po pierwsze, to jest zupełnie nieprawdopodobne. Żadnych archiwów w takich sprawach nigdy nie ma. Stalin mrugnie okiem, że ja nie chcę widzieć tych panów już w Rosji, i oni ich wymordowali. Przecież to była, to była taka centralizacja, tak że ja jestem przekonany, że to Stalin doskonale wiedział.

WACŁAW BNIŃSKI: Ale motywy, o których pan wspomniał, są dosyć podobne do motywów, którymi Związek Sowiecki kierował się kilka lat później w okresie powstania warszawskiego i nieco wcześniej, gdy przekroczył granicę Polski z 1939 roku i gdy tępił pomoc oddziałów AK.

JÓZEF CZAPSKI: No proszę pana, to było, to było jak zdobycie Wilna.29 No proszę sobie wyobrazić, zdobycie Wilna, które było przy pomocy polskiego AK zrobione, a potem ci, ten główny dowódca został zesłany i umarł na wygnaniu. Zupełnie to samo. Tylko że wie pan, tam to było w środku, w sercu Polski. A to było w Rosji, gdzie mogli robić, co chcieli. No naturalnie, to wszystko było co tam. Przecież, dlaczego, no to, to nie, nie trzeba być bardzo mądrym strategiem, że jeżeli było powstanie, warszawskie, w Warszawie, była, ginęli wszyscy od kul niemieckich, a nad Wisłą było już wojsko rosyjskie, i oni się kąpali w Wiśle, i wygrzewali się na słońcu, i ani jeden nic nie wystrzelił, dlatego, bo chodziło o to, żeby Polacy zginęli.30 I wtedy jest bardzo interesująca sprawa Berlinga. Ja Berlinga znałem, bo Berling był w naszym obozie przedtem. Naturalnie był zawsze znany za lewicowca — lewicowca to nawet nie słowo, to obrażanie słowa, lewicy, bo lewice są różne — ale ja pamiętam jak ja jego, jak przyjechali jacyś tacy agitatorzy sowieccy, i robili wykłady nam. Żaden człowiek przyzwoity tam na te wykłady nie chodził. Berling stale chodził. Ja mówię, panie pułkowniku — bo był wtedy pułkownikiem — panie pułkowniku, dlaczego pan na te wykłady chodzi. Proszę pana, chcemy, nie chcemy, będziemy musieli być w przyszłości związani z Rosją. I to jest konieczne. Tak że, on już wtedy był przygotowany, że musi być jakaś gałąź oficerów polskich, która idzie na współpracę z Rosją.

WACŁAW BNIŃSKI: Ale ta współpraca w jego przypadku trwała dość krótko, bo właściwie, praktycznie biorąc, do momentu powstania warszawskiego.

JÓZEF CZAPSKI: Proszę pana, nie, nie, powstanie warszawskie jeszcze długo trwało, i on nie mógł się, nie wytrzymał, nie wytrzymał, i w ostatniej chwili rzucił jeszcze oddziały na ratunek, na ratunek Warszawy.

WACŁAW BNIŃSKI: I na tym prawdopodobnie skończyły się jego wpływy.

JÓZEF CZAPSKI: W ogóle skończyła się jego… Naraz ten człowiek, z którego robili wodza przyszłego, robili, i tak dalej, skończyła się raz na zawsze. Zesłali go stamtąd do Moskwy, do jakiejś szkoły wojskowej, i jego już nie było.

WACŁAW BNIŃSKI: Panie Józefie, jeszcze jedno pytanie związane z tym wszystkim, co pan dotychczas opowiadał. Włożył pan niezwykły wkład w wysiłki odnalezienia oficerów polskich. Potem, po wielu latach, znalazł się pan na Zachodzie. Zachód tuszował prawdę o Katyniu, razem z Moskwą. Czy zechce pan naszym słuchaczom powiedzieć o drugim odcinku pana walki? Walce o prawdę, o ujawnienie prawdy o Katyniu na Zachodzie.

JÓZEF CZAPSKI: Och, proszę pana, tutaj było dużo ludzi. Nie ja, proszę pana. Ja też… ja. Ja napisałem, jak przyjechałem do Paryża, taki długi artykuł, Enfin la vérité sur Katyń,31 ale to było… Potem był taki proces, gdzie już nie pamiętam, takiego Francuza, lewicowca, który powiedział, który był w obozach niemieckich, i który — działacza politycznego — który powiedział, że musimy dziś się zebrać i mieć komitet tych ludzi, którzy byli w obozach niemieckich, i którzy będą walczyli ze wszystkimi obozami gwałtu, które są na świecie. Więc głównie z rosyjskimi. No i to była straszna obelga. Bo to jest nieprawda, bo oni mówili, że u nich w ogóle obozów nie było, że to nie istniało, że to obozy wychowawcze. I wtedy sowieckie —

WACŁAW BNIŃSKI: Placówki dyplomatyczne.

JÓZEF CZAPSKI: Placówki dyplomatyczne wytoczyły proces o zniewagę, że tam są takie obozy. I wtedy przy pomocy różnych, różnych sił — na pewno Ameryka w tym szalenie pomogła — masę, wszędzie gdzie byli ludzie, którzy byli w obozach, przyjechali jako świadkowie.32 Między innymi był taki świetny człowiek, Gliksman,33 który był specjalistą od spraw robotniczych, który był już w Izraelu, który przyjechał na wakacje na Kresy, i wtedy go zachapali, i on siedział także w więzieniu. I potem wydostał się. No i, wie pan, to była kompromitacja straszna dla Sowietów, i naturalnie —

WACŁAW BNIŃSKI: Że obozy istniały.

JÓZEF CZAPSKI: Że obozy istniały, i jakie były. Także wtedy to była doskonała propaganda, ale propaganda dla nas, nie dla nich.

WACŁAW BNIŃSKI: Te pierwsze kroki powoli doprowadziły do sławnych przesłuchań Kongresu Stanów Zjednoczonych w sprawie Katynia.34

JÓZEF CZAPSKI: Tak, tak, ale to już wiele lat potem.

WACŁAW BNIŃSKI: Wiele lat później.

JÓZEF CZAPSKI: I wtedy, wtedy nawet córka Harrimana odszczekała zupełnie to, co ona przedtem powiedziała.35

WACŁAW BNIŃSKI: Tak. I ją swego czasu wzięto do Katynia, pokazano Katyń, i ona potem publicznie oświadczyła, że nie ulega wątpliwości, że zrobili to Niemcy.

JÓZEF CZAPSKI: No, proszę pana, tylko to mógłbym panu odpowiedzieć, co pan teraz powiedział.

WACŁAW BNIŃSKI: Potem odwołała.

JÓZEF CZAPSKI: No tak, proszę pana.

WACŁAW BNIŃSKI: W owym czasie wyrządziła wielką szkodę tak Polakom jak i Stanom Zjednoczonym — tuszowanie prawdy.

JÓZEF CZAPSKI: No naturalnie, proszę pana, ale jak pan mówi tak, to prawie zdaje mi się, że pan jest naiwny. Wszyscy tuszowali prawdę. Niech pan pomyśli, że Churchill doskonale o tym wiedział, że, wie pan, te materiały polityczne tylko dwadzieścia lat po napisaniu stają się publiczne. I tam był wielki raport O’Malleya,36 ambasadora angielskiego przy rządzie polskim, emigracyjnym w Londynie. I tam jest wszystko najdokładniej opowiedziane. On wiedział to tyle samo co ja. Ale przecież, ale Churchill, Churchill nie angażował się tak jak Roosevelt, ale przecież Churchill mówił: „Nie mówcie o tym, nie mówcie o tym, bo nie zmartwychwstają przez to, że będziecie mówili”. Najtypowszy jest, no co będę mówić, wie pan, już źle pamiętam szczegółów, ale stanowisko Roosevelta. Przecież był jego przyjaciel jeden, przyjaciel dosłownie, który był takim ambassadeur itinérant, takim ambasadorem [do] tych krajów, które były okupowane przez Niemcy. I on, zupełnie niezależnie od tego, zainteresował się Katyniem, i wszystkie te materiały miał. I poszedł do Roosevelta i powiedział mu to. Roosevelt go słuchał i powiedział: „No widzę, że ty jesteś bardzo pod wpływem niemieckim. Proszę cię o jedno: zakazuję ci, żebyś o tym ani mówił, ani pisał”. Ten sobie, Amerykanin, nie Rosjanin, zaczął pisać, i dalej, i wtedy, z dnia na dzień, on został zesłany na jakieś wyspy na Oceanie Spokojnym jako szef wyspy jakiejś, czy coś takiego, usunięty, żeby jego nie było. Zaraz po śmierci Roosevelta, jego stamtąd sprowadzili i jeszcze przeprosili. Ale to była zażartość, żeby o tym nie było mowy. Przecież ja pamiętam jedną rzecz — to jest dla mnie niezapomniane — jak żeśmy się o tej bombie dowiedzieli. No, naturalnie, ciągle, że ja byłem, że ja szukałem tych ludzi, to znaczy, że byłem najbliżej zamieszany do tego. Dowiedzieliśmy się o jednym pułkowniku amerykańskiego wojska, bardzo — Polaku mówiącym biegle po polsku. Pan może zdaje się, chce przerwać?

[Pauza na odwrócenie kasety.]

JÓZEF CZAPSKI: Kiedyśmy się wydostali z Rosji sowieckiej i kiedy wybuchła bomba Goebbelsa,37 wtedy przejeżdżał ten oficer, amerykański, który biegle mówił po polsku, bo był Polakiem amerykańskim, i jechał prosto jakoby, prosto do Roosevelta, żeby wszystkie materiały do niego dowieźć.38 Ja pamiętam tę noc całą, w której my całe materiały zbieraliśmy, dowodowe, po których żaden człowiek ze zdrowym umysłem nie mógł, nie mógł pomyśleć, że to Niemcy zrobili. No i daliśmy mu te materiały. I ja byłem taki dumny, że myśmy to zrobili i że to w ręce samego Roosevelta dojdzie. Nigdy do rąk Roosevelta nie doszły. Nie wiem. Zostały zniszczone te wszystkie rzeczy. Bo Roosevelt nie chciał takich rzeczy wiedzieć.

WACŁAW BNIŃSKI: Profesor Zawodny w swojej książce, Death in the Forest, Katyń, wspomina, i szukał tych dokumentów i nie znalazł ich.

JÓZEF CZAPSKI: Proszę pana, też właśnie tutaj, tu się dopiero dowiedziałem. Proszę pana, ja długi czas myślałem, że te papiery doszły. Nie było tych papierów. Czy pan wie, że jak ambasador, pierwszy amerykański do Polski wyjeżdżał po wojnie, to zgłosił się do ministerstwa spraw zagranicznych [Departamentu Stanu USA]. Tam jest specjalny budynek, gdzie wszystkie materiały się grupuje. Prosił o teczkę o Katyniu. Wie pan, co było w tej teczce? Tylko list córki ambasadora. Nic więcej. Tak że dokumentacja była zniszczona.39 I wszystkie te nasze zrywania się, przesyłania, ta robota cała, to wszystko było na nic. To zajadłość przecież Churchilla [Czapski najwyraźniej przejęzyczył się, wymieniając Churchilla. Miał niewątpliwie na myśli Roosevelta, zwłaszcza, że nawiązuje następnie do ciężkiej choroby, a jak wiadomo, to Roosevelt, a nie Churchill był w złym stanie zdrowia pod koniec wojny.] była nieprawdopodobna. Czy to była gra? Ja się zawsze zastanawiam. Czy to było, że to był już człowiek bardzo ciężko chory. I przecież pan zna na pewno tę rozmowę jego — pierwsza wizyta Churchilla u niego w Teheranie. Zna pan, czy nie? Zna pan?

WACŁAW BNIŃSKI: Tak.

JÓZEF CZAPSKI: Nie będę panu opowiadał. W każdym razie, jak ambasador, jak Stalin odszedł, to syn jego wszedł do pokoju. On siedział na takiej kanapie, razem, przedtem, właśnie razem z tym, ze Stalinem. I taki wzruszony prezydent powiedział: „Czy ty wiesz, że tu obok mnie siedział ten wielki człowiek?”

WACŁAW BNIŃSKI: Tak, to były czasy trudne i dziwne. Ale chcę przeskoczyć kilka lat, panie Józefie. Po dojściu Chruszczowa do władzy w 1954 roku rozchodziły się pogłoski, że Chruszczow chciał powiedzieć prawdę o Katyniu i na tej prawdzie o Katyniu rozpocząć nową fazę stosunków polsko-rosyjskich.40

JÓZEF CZAPSKI: Gomułka się nie zgodził.

WACŁAW BNIŃSKI: Czy pan wierzy w to?

JÓZEF CZAPSKI: Wie pan, wszystko jest, ja już teraz we wszystko wierzę i we wszystko nie wierzę. Ja myślę, że byłoby to możliwe, bo jestem przekonany, że żeby Chruszczow coś takiego powiedział i zwalił wszystko na Stalina, to by najgorsza kość niezgody między Rosją i Polską byłaby zniszczona. Ja myślę, że to było bardzo… i ja słyszałem, że Gomułka mówił, że nie można tego mówić, że to zanadto Polaków oburzy, i tak dalej. A Polacy już wszyscy wiedzieli przecież. Ja myślę, że Gomułka zrobił ciężki błąd… Ale czy ja to, w to wierzę? Moja wiara tu nic nie znaczy, proszę pana. Ja za dużo w życiu wierzyłem.

WACŁAW BNIŃSKI: Ale z pana doświadczenia, czy uważa pan tego rodzaju sposób rozumowania Chruszczowa za możliwy?

JÓZEF CZAPSKI: Ja uważam za możliwy, proszę pana. Przecież ostatecznie, to Chruszczow po śmierci Stalina wyjawił rządy stalinowskie. To była szalona odwaga z jego strony. I to jest właśnie. Tu jest nomenklatura, proszę pana. On, tak by się zdawało, że on może był gotów dalej rozprężyć ten cały aparat. Ale niech pan pamięta, że — pan wie, co jest nomenklatura — ci wszyscy ludzie, którzy korzystali ze wszystkiego i których jest zawsze parę milionów. I ci nie dopuściliby do niego, by zabili jego, żeby on chciał co zrobić. On się zatrzymał po drodze. Ja zawsze mam wrażenie, że on był nieoczekiwaną postacią, że on mógł to myśleć.

WACŁAW BNIŃSKI: Czy myśli pan, że w Związku Sowieckim może przyjść do władzy ktoś, kto podejmie podobną inicjatywę.

JÓZEF CZAPSKI: Proszę pana, ja byłem zawsze, nie tylko optymistą, ale jako chrześcijanin, proszę pana, ja wiem, że, że w ludziach jest dobro i zło, i że znajdują się nagle ludzie, którzy mówią prawdę. I zawsze się spodziewam, że to się też stanie w Rosji. Przecież, proszę pana, ja Rosję znałem. Ja znałem setki ludzi, i bardzo wyjątkowej klasy ludzi. Naprawdę wyjątkowej. Czy jest możliwe, żeby w całym imperium zostały tylko ślepo posłuszne barany?

WACŁAW BNIŃSKI: Innymi słowy, po tylu latach spędzonych na nieludzkiej ziemi sądzi pan, ma pan nadzieję, że mogą po niej chodzić prawdziwi ludzie.

JÓZEF CZAPSKI: Nie tylko, że mam nadzieję, proszę pana, ale wiem, że tacy — przepraszam, że — wiem, że tacy ludzie są. Niech pan pamięta o Mandelsztamowej, która niedawno umarła, która opowiadała historię swego zamęczonego męża.41 Tam jest… to była masa ludzi, których wymordowali, ale ja nie wierzę, nie wierzę. Ja zupełnie wierzę, że są ludzie tam, i będą ludzie tam, którzy znowu będą ryzykować. Niech pan pomyśli, że przecież Rosja 50 lat żyła. Terror tam się zaczął. Ci wszyscy terroryści… Pan nie mówi po rosyjsku?

WACŁAW BNIŃSKI: Nie, nie mówię po rosyjsku, ale wiem, o czym pan myśli: terror, a obok terroru sowietyzacja umysłów.

JÓZEF CZAPSKI: Nie, nie, to tam było masę bohaterów, którzy ginęli za wolność. I ta wolność to był zwyczajny, ordynarny pucz sowiecki. To nie była żadna wolność, to nie była nawet rewolucja.

WACŁAW BNIŃSKI: Jakie są pana osobiste wspomnienia z kontaktów z Rosjanami już w Związku Sowieckim, nie przed pierwszą wojną światową?

JÓZEF CZAPSKI: Proszę pana, już w Związku Sowieckim miałem parę spotkań. Po pierwsze, kobiet. Jedna, która była moją pielęgniarką, która opowiadała mi, jak jej ojca zesłali jako kułaka, z Ukrainy, a matka umarła z głodu, a ją zesłali do Krymu, do jakiegoś kołchozu. A jej ojca sprowadzili, po czterech latach czy coś, wypuścili, i wrócił na swoją… na swoje tereny, i do niej przyjechał. I ona ze wstrząsem mówiła, i zakazali jej mówić do niego ojcze. Ona mówiła „wuju”. Bo gdyby ona była córką kułaka, to by ona także była zesłana. I ten sam jej ojciec potem wrócił na swoją… nie ziemię, bo już to była ziemia kolektywna, i szef tego, tej wsi całej, zaproponował mu wypić kieliszek wódki z nim razem, i on odmówił. I go zaraz na nowo wysłali do Archangielska, czy gdzieś, i tam on zginął. Tę dziewczynę ja widzę. O tej dziewczynie ja pisałem w książce, ale… i o drugiej takiej, która mi pokazała ten krzyżyk, która z namiętnością mi mówiła o zakonnicy, która jej ten krzyżyk dała, którą także zesłali. A potem jeszcze jedną postać miałem nadzwyczajną. To jest… idąc korytarzem, jakoś wyjeżdżałem do Aszchabadu, wyjeżdżałem już poza Rosję sowiecką. I spotkałem takiego wysokiego, bardzo rasowego, rasową taką twarz, w takiej, w takim trenczu lotniczym, roboczym. I widzę, że on czyta książkę francuską. To jest tak coś rzadkiego, wie pan. To była [pauza] jakaś książka o Izoldzie, wie pan. I ja się tak zatrzymałem, mówię, „pan ma książkę francuską?” „A pan też może ma?” Ja mówię „ja mam jednego Baudelairea, którego kupiłem w Moskwie”. „Niech pan pokaże”. I wprowadził mnie zaraz do swojego coupé i rozmawialiśmy tak, jak ja teraz z panem rozmawiam. Za to, za to wszystko, co on mi powiedział i co ja mu powiedziałem, on by wisiał i ja bym wisiał. Ale to są rzeczy niesłychane w Rosji, że takich ludzi się jeszcze spotyka. Z nienawiścią mówił o tym wszystkim, co się dzieje. Nie dopuszczają go nawet na front dlatego, bo jest podejrzany, podejrzany, że jest szlachcicem. Mówi: „Słowo panu daję, że nie jestem szlachcicem. [śmiech] Jestem synem chłopskim”. Ale studia skończył. No, jeżeli miał studia uniwersyteckie, to musiał być szlachcicem. Wie pan, takie, takie zupełne bzdury skończone. I z tym człowiekiem też miałem taki kontakt niezrównany.

WACŁAW BNIŃSKI: Czy w działalności dysydentów ze Związku Sowieckiego dopatruje się pan tych samych przesłanek, tego samego stanu umysłowego, tych samych potrzeb co w owych latach?

JÓZEF CZAPSKI: Mam kilku pierwszorzędnych tutaj dysydentów, pierwszorzędnych dysydentów, którzy… Bukowski, na przykład. To jest naprawdę człowiek wyjątkowy.42 To jest człowiek, który przeszedł przez obozy, i który… Bo tu są te dziwne rzeczy, że u Rosjan niby zakaz jest wszystkiego, ale wolno do wszystkich pisać listy. I do Stalina, i do wszystkich. I on zasypywał wszystkie urzędy, wszystkie, listami, i te listy się rozchodziły przecież do tych urzędów. Aż nareszcie jego wywalili, bo nie chcieli mieć takiego człowieka. Ale, kilku jest świetnych. No już nie mówię o, proszę pana, o Sołżenicynie.43 No przecież Sołżenicyn jest fenomenem swojego rodzaju. Przecież to jest człowiek, który przeszedł najgorsze rzeczy, który miał ciężkiego raka, z którego się nie wiadomo jak… jak… Ja zawsze myślę, że tu szalenie znaczy wola, wola życia. No i ja jego spotykałem. Ja byłem u niego, jak on przyjechał do Szwajcarii. To jest świadectwo bardzo wyjątkowe. Cóż mogę panu więcej… A ilość, pewnie, że ilość — my nie wiemy ilości tych ludzi. Niech pan pamięta, że wszyscy, co wyjeżdżają z Rosji, jakąś notatkę i rozporządzenie od NKWD dostają, żeby coś dowiedzieć się, żeby coś załatwić, żeby coś. Tak że wszyscy tutejsi Rosjanie, którzy z wolnej woli wyjeżdżają, to ludzie niepewni. My nie znamy tej Rosji. Nikt nie zna Rosji.


 

  1. Józef Czapski (1896–1993) — malarz, pisarz, oficer Wojska Polskiego, więzień obozu w Starobielsku, po zwolnieniu z niewoli sowieckiej oficer Armii Polskiej w ZSRR gen. Władysława Andersa. Autor m.in. Wspomnień starobielskich i Na nieludzkiej ziemi, jednych z najważniejszych polskich świadectw dotyczących losów jeńców polskich w Związku Sowieckim oraz poszukiwań zaginionych oficerów.
  2. Wacław Hilary Bniński (1923–1998), ps. „Roman”, „Wioślarz”, „Key” — dziennikarz, działacz polonijny, porucznik Armii Krajowej, członek organizacji „Uprawa” i Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” (WiN), uczestnik powstania warszawskiego w Zgrupowaniu „Krybar”. Po wojnie działał na emigracji, współtworząc zagraniczne struktury WiN. Pracował w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa w Monachium, a od 1969 r. w Głosie Ameryki. W latach 1982–1987 był korespondentem Głosu Ameryki w Europie Zachodniej. W 1984 r. nagrał rozmowę z Józefem Czapskim w Maisons-Laffitte.
  3. Maisons-Laffitte — miejscowość pod Paryżem, od 1947 r. siedziba Instytutu Literackiego i redakcji paryskiej Kultury, kierowanej przez Jerzego Giedroycia. Józef Czapski był jednym z najważniejszych współpracowników tego środowiska.
  4. Wspomnienia starobielskie i Na nieludzkiej ziemi — książki Józefa Czapskiego poświęcone jego doświadczeniom z niewoli sowieckiej, pobytowi w obozie w Starobielsku, poszukiwaniom zaginionych polskich oficerów oraz formowaniu Armii Polskiej w ZSRR. Na nieludzkiej ziemi stała się jednym z podstawowych świadectw polskich losów w Związku Sowieckim podczas II wojny światowej.
  5. Starobielsk — jeden z trzech głównych obozów specjalnych NKWD, w których po agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939 r. przetrzymywano polskich oficerów i przedstawicieli elit państwowych. Większość jeńców ze Starobielska została zamordowana wiosną 1940 r. w ramach zbrodni katyńskiej; miejscem egzekucji był Charków, a miejscem pochówku Piatichatki.
  6. Czapski posługuje się tu przybliżoną liczbą, charakterystyczną dla relacji świadków z okresu, gdy pełne dane nie były jeszcze publicznie znane. Zbrodnia katyńska objęła polskich jeńców z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz więźniów przetrzymywanych na terenach okupowanych przez ZSRR. Liczba zamordowanych wyniosła ponad 21 tysięcy obywateli polskich, w tym oficerów Wojska Polskiego, policjantów, urzędników, przedstawicieli inteligencji i innych osób uznanych przez władze sowieckie za wrogów politycznych.
  7. Władysław Anders (1892–1970) — generał Wojska Polskiego, dowódca Armii Polskiej w ZSRR, a następnie 2. Korpusu Polskiego. Po agresji sowieckiej na Polskę we wrześniu 1939 r. został ranny i wzięty do niewoli przez Armię Czerwoną; był więziony m.in. przez NKWD na Łubiance. Po układzie Sikorski–Majski z 30 lipca 1941 r. został zwolniony i objął dowództwo nad formowaną w ZSRR armią polską. Wraz z Józefem Czapskim i innymi oficerami podejmował starania o ustalenie losu tysięcy polskich jeńców z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, których brak wśród zwalnianych obywateli polskich budził coraz większe podejrzenia. W grudniu 1941 r. Anders uczestniczył wraz z gen. Władysławem Sikorskim w rozmowie ze Stalinem, podczas której sowiecki przywódca twierdził, że zaginieni oficerowie mogli „uciec do Mandżurii” lub „do Mongolii” — w różnych relacjach pojawiają się odmienne wersje tej odpowiedzi. Anders po wojnie opisał te wydarzenia m.in. w książce Bez ostatniego rozdziału. Wspomnienia z lat 1939–1946. Po ewakuacji Armii Polskiej z ZSRR dowodził 2. Korpusem Polskim, który wsławił się zdobyciem Monte Cassino w 1944 r.
  8. Chodzi o rozmowy gen. Władysława Andersa i gen. Władysława Sikorskiego ze Stalinem w Moskwie w grudniu 1941 r., podczas których strona polska pytała o los zaginionych oficerów. Stalin twierdził wówczas, że jeńcy mogli „uciec” — według relacji m.in. przez Mandżurię lub Mongolię — co od początku budziło niedowierzanie strony polskiej. Władysław Anders (1892–1970) był dowódcą Armii Polskiej w ZSRR, a Władysław Sikorski (1881–1943) premierem rządu RP na uchodźstwie i Naczelnym Wodzem.
  9. NKWD — Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR, sowiecki aparat bezpieczeństwa i represji, odpowiedzialny m.in. za masowe aresztowania, deportacje, obozy pracy przymusowej oraz egzekucje. Decyzję o wymordowaniu polskich jeńców i więźniów wiosną 1940 r. wykonały struktury NKWD.
  10. Kołyma — region na Dalekim Wschodzie ZSRR, symbol najcięższych obozów pracy przymusowej systemu Gułagu. W czasie poszukiwań zaginionych oficerów pojawiały się pogłoski, że mogli zostać wywiezieni właśnie na Kołymę lub w inne odległe rejony sowieckiego imperium.
  11. Czapski nawiązuje tu do swojej wcześniejszej misji z lat 1918–1919, gdy jako młody oficer i dawny żołnierz I Korpusu Polskiego w Rosji poszukiwał zaginionych kolegów, którzy po rozbrojeniu formacji polskich przez bolszewików próbowali przedostać się na północ Rosji, w stronę Archangielska i Murmańska, gdzie działały jeszcze siły alianckie. Wśród poszukiwanych byli m.in. Bronisław Romer i Starzyński. Misja zakończyła się ustaleniem, że część z nich została rozstrzelana przez bolszewików. To wcześniejsze doświadczenie poszukiwania zaginionych polskich oficerów Czapski przywołuje jako bezpośredni powód, dla którego zgłosił się później do gen. Andersa z propozycją podjęcia poszukiwań oficerów zaginionych w ZSRR po 1939 r.
  12. Bronisław Romer (1891–1919) — oficer I Korpusu Polskiego w Rosji, związany z kręgiem wojskowych, których Józef Czapski poszukiwał po rozbrojeniu polskich formacji przez bolszewików. Został rozstrzelany w Rosji w 1919 r. Odpowiedź Wacława Bnińskiego: „Tak, znałem”, należy prawdopodobnie rozumieć jako nieporozumienie lub skrót myślowy. Bniński nie mógł osobiście znać Bronisława Romera, ponieważ był od niego znacznie młodszy, a Romer zginął w 1919 r. Najpewniej miał na myśli Tadeusza Romera, brata Bronisława, późniejszego dyplomatę i ambasadora RP. Tadeusz Romer (1894–1978) — polski dyplomata, minister spraw zagranicznych RP na uchodźstwie, ambasador RP m.in. w Japonii i w ZSRR. Był bratem Bronisława Romera. Jeżeli Bniński rzeczywiście znał któregoś z Romerów osobiście, chodziło najprawdopodobniej o Tadeusza Romera, a nie o Bronisława Romera.
  13. Powieniec — miejscowość w Karelii, na północy Rosji, w rejonie Morza Białego i późniejszego Kanału Białomorsko-Bałtyckiego. W relacji Czapskiego pojawia się jako miejsce związane z egzekucją poszukiwanych przez niego polskich oficerów po rozbrojeniu I Korpusu Polskiego.
  14. Jelena Dmitrijewna Stasowa (1873–1966) — rosyjska rewolucjonistka, działaczka bolszewicka, jedna z tzw. starych bolszewiczek. Pochodziła z wykształconej rodziny inteligencko-szlacheckiej. W pierwszych latach po rewolucji 1917 r. zajmowała wysokie stanowiska w strukturach partii bolszewickiej. Czapski wspomina ją jako osobę, do której dotarł podczas swojej wcześniejszej misji poszukiwawczej w Rosji.
  15. Grigorij Zinowiew (1883–1936) i Lew Trocki (1879–1940) należeli do najważniejszych przywódców bolszewickich po rewolucji 1917 r. Zinowiew kierował organizacją bolszewicką w Piotrogrodzie, a Trocki był jednym z głównych organizatorów Armii Czerwonej. Obaj zostali później usunięci przez Stalina z życia politycznego; Zinowiew został rozstrzelany w czasie wielkiej czystki, Trocki zamordowany na emigracji w Meksyku.
  16. Czkałow — nazwa Orenburga w latach 1938–1957, nadana na cześć sowieckiego lotnika Walerija Czkałowa. W czasie wojny część instytucji sowieckich została ewakuowana z Moskwy i innych ośrodków na wschód, co tłumaczy obecność ważnych urzędów i funkcjonariuszy NKWD w tym rejonie.
  17. Gułag — potoczna nazwa systemu sowieckich obozów pracy przymusowej, od skrótu Gławnogo Uprawlenija Łagieriej, czyli Głównego Zarządu Obozów. W polskich relacjach wojennych i powojennych termin ten stał się symbolem całego systemu sowieckiego terroru, deportacji i pracy niewolniczej.
  18. Ławrientij Beria (1899–1953) — szef NKWD, jeden z najbliższych współpracowników Stalina i głównych wykonawców polityki terroru. Po śmierci Stalina został aresztowany i rozstrzelany.
  19. Leonid Rajchman / Reichman (1908–1990) — wysoki funkcjonariusz NKWD, związany z aparatem bezpieczeństwa ZSRR. W relacji Czapskiego występuje jako jeden z przedstawicieli sowieckich władz bezpieczeństwa, do których kierowano polskie pytania o los zaginionych oficerów.
  20. Andriej Wyszyński (1883–1954) — sowiecki prawnik, prokurator generalny ZSRR w okresie wielkiej czystki, później dyplomata i minister spraw zagranicznych. W czasie wojny był jednym z przedstawicieli sowieckiej dyplomacji, z którymi strona polska podejmowała rozmowy w sprawie losu zaginionych oficerów.
  21. Stanisław Kot (1885–1975) — historyk, polityk, minister w rządzie RP na uchodźstwie, ambasador RP w ZSRR w latach 1941–1942. W imieniu władz polskich wielokrotnie interweniował u władz sowieckich w sprawie zaginionych oficerów.
  22. Turkiestan — określenie używane wówczas szeroko wobec południowych obszarów Azji Środkowej w ZSRR. Po ewakuacji z północnych rejonów Związku Sowieckiego Armia Polska w ZSRR została przeniesiona m.in. do Uzbekistanu i innych republik Azji Środkowej, gdzie warunki bytowe były bardzo ciężkie.
  23. Czapski używa liczby mnogiej „Katynie”, aby podkreślić, że Katyń był tylko jednym z miejsc związanych ze zbrodnią. Jeńców z Kozielska zamordowano w Katyniu, jeńców ze Starobielska w Charkowie, a jeńców z Ostaszkowa w Kalininie/Twerze. Ofiary pogrzebano m.in. w Katyniu, Piatichatkach i Miednoje. W szerszym sensie „Katyń” stał się nazwą całej zbrodni sowieckiej na polskich jeńcach i więźniach z 1940 r.
  24. Armia Berlinga — potoczne określenie polskich formacji wojskowych tworzonych w ZSRR pod kontrolą sowiecką, począwszy od 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, dowodzonej przez Zygmunta Berlinga. Formacje te stały się później podstawą Ludowego Wojska Polskiego.
  25. Zygmunt Berling (1896–1980) — oficer Wojska Polskiego, więzień Starobielska, później organizator i dowódca polskich formacji wojskowych tworzonych w ZSRR pod auspicjami władz sowieckich.
  26. „Willa szczęścia” — ironiczne określenie miejsca, w którym przetrzymywano lub przesłuchiwano wybranych polskich oficerów ocalałych z obozów sowieckich i rozważano możliwość wykorzystania ich do tworzenia polskich formacji wojskowych podporządkowanych ZSRR.
  27. Wsiewołod Mierkułow / Merkułow (1895–1953) — wysoki funkcjonariusz sowieckiego aparatu bezpieczeństwa, bliski współpracownik Berii, w latach wojny związany z NKWD i NKGB. W relacjach dotyczących losu polskich jeńców pojawia się jako jeden z funkcjonariuszy znających sprawę zaginionych oficerów. Po śmierci Stalina został skazany i rozstrzelany razem z grupą najbliższych współpracowników Berii.
  28. Ros. „Z etimi my zdiełali oszybku” — dosłownie: „z tymi popełniliśmy błąd” albo „z nimi zrobiliśmy pomyłkę”. W polskich relacjach zdanie to interpretowano jako niezamierzone przyznanie, że oficerowie z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa nie mogą już zostać użyci do tworzenia armii, ponieważ zostali wcześniej zamordowani. Czapski podkreśla, że według znanych mu świadków słowa te wypowiedział Merkułow, a nie Beria.
  29. Chodzi o operację „Ostra Brama” w lipcu 1944 r., podczas której oddziały Armii Krajowej współdziałały w walkach o Wilno przeciwko Niemcom. Po zajęciu miasta przez Armię Czerwoną wielu polskich dowódców i żołnierzy AK zostało aresztowanych przez Sowietów, deportowanych lub zmuszonych do podporządkowania się władzom komunistycznym.
  30. Powstanie warszawskie — zbrojne wystąpienie Armii Krajowej przeciwko Niemcom w Warszawie, trwające od 1 sierpnia do 2 października 1944 r. Armia Czerwona zatrzymała się wówczas na prawym brzegu Wisły, a pomoc sowiecka dla walczącej Warszawy była skrajnie ograniczona.
  31. Enfin la vérité sur Katyń — fr. „Nareszcie prawda o Katyniu”. Czapski wspomina swój powojenny tekst opublikowany we Francji, poświęcony ujawnianiu prawdy o zbrodni katyńskiej. Warto w docelowej edycji ustalić dokładne miejsce i datę publikacji tego artykułu.
  32. Czapski odnosi się najprawdopodobniej do głośnego procesu Davida Rousseta przeciwko komunistycznemu tygodnikowi „Les Lettres Françaises” i autorom ataku na niego, przede wszystkim Pierre’owi Daixowi. David Rousset (1912–1997), francuski pisarz, publicysta lewicowy, uczestnik Résistance i były więzień niemieckich obozów koncentracyjnych, ogłosił w listopadzie 1949 r. apel do byłych więźniów obozów nazistowskich o powołanie międzynarodowej komisji, która domagałaby się prawa zbadania sowieckiego systemu obozowego. W odpowiedzi Pierre Daix (1922–2014), dziennikarz komunistyczny i również były więzień obozu Mauthausen, oskarżył Rousseta na łamach Les Lettres Françaises o fałszowanie świadectw i „wymyślenie” obozów sowieckich. Rousset wytoczył pismu i jego autorom proces o zniesławienie. Rozprawa, prowadzona w Paryżu na przełomie 1950 i 1951 r., stała się jednym z pierwszych wielkich publicznych sporów we Francji o istnienie Gułagu. Rousset wygrał proces, a zeznania byłych więźniów sowieckich obozów podważyły komunistyczną tezę, że relacje o Gułagu są jedynie antyradziecką propagandą. W tym sensie Czapski trafnie oddaje istotę sprawy — próbę zdyskredytowania świadków sowieckiego systemu obozowego — choć formalnie proces nie został wytoczony przez sowieckie placówki dyplomatyczne. Powodem był Rousset, a pozwanymi byli przedstawiciele środowiska związanego z „Les Lettres Françaises”. Czapski występował w tej sprawie jako jeden ze świadków.
  33. Jerzy G. Gliksman (1902–1958) — prawnik, publicysta, działacz Bundu i świadek sowieckiego systemu obozowego. Urodził się w Warszawie; studiował prawo w Warszawie i Paryżu. Był członkiem władz Bundu i radnym miejskim w Warszawie; jego przyrodni brat, Wiktor Alter, jeden z przywódców Bundu, został aresztowany i zamordowany przez władze sowieckie. Po zajęciu wschodnich ziem II Rzeczypospolitej przez ZSRR Gliksman został aresztowany i więziony w sowieckich więzieniach i obozach pracy. Po wojnie opublikował książkę Tell the West: An Account of His Experiences as a Slave Laborer in the Union of Soviet Socialist Republics (New York: Gresham Press, 1948), jedno z wczesnych anglojęzycznych świadectw o Gułagu. Występował jako świadek w procesie Davida Rousseta przeciwko „Les Lettres Françaises”.
  34. Chodzi o działalność Specjalnego Komitetu Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych do zbadania zbrodni katyńskiej, znanego jako Komitet Maddena, działającego w latach 1951–1952. Komitet zebrał obszerne zeznania świadków i w raporcie końcowym wskazał na odpowiedzialność władz sowieckich za mord na polskich jeńcach.
  35. Kathleen Harriman Mortimer, z domu Kathleen Lanier Harriman (1917–2011), córka ambasadora USA w Moskwie W. Averella Harrimana, uczestniczyła w styczniu 1944 r. w zorganizowanej przez władze sowieckie wizycie w Katyniu. Po tej podróży sporządziła raport przyjmujący sowiecką wersję o niemieckiej odpowiedzialności za mord. Według Arthura Blissa Lane’a był to jedyny raport katyński, jaki pokazano mu w Departamencie Stanu przed wyjazdem do Warszawy; inne materiały miały być niedostępne lub zaginione. W 1952 r. Harriman Mortimer zeznała przed Komitetem Maddena, że w 1944 r. szczerze wierzyła w sowiecką wersję, lecz po zapoznaniu się z późniejszymi informacjami zmieniła zdanie.
  36. Owen St. Clair O’Malley (1887–1974) — brytyjski dyplomata, w czasie II wojny światowej ambasador Wielkiej Brytanii przy rządzie polskim na uchodźstwie w Londynie. W maju 1943 r., po ujawnieniu przez Niemców grobów katyńskich, sporządził dla brytyjskiego ministra spraw zagranicznych Anthony’ego Edena obszerny raport dotyczący zbrodni katyńskiej. Raport O’Malleya wskazywał na odpowiedzialność władz sowieckich za mord na polskich jeńcach i podważał sowiecką wersję przypisującą zbrodnię Niemcom. Dokument ten nie został wówczas publicznie wykorzystany przez rząd brytyjski, który — podobnie jak administracja Roosevelta — unikał otwartego konfliktu ze Stalinem w sprawie Katynia ze względu na wojenny sojusz z ZSRR.
  37. „Bomba Goebbelsa” — określenie użyte przez Czapskiego na niemieckie ogłoszenie w kwietniu 1943 r. odkrycia masowych grobów polskich oficerów w Katyniu. Informacja została wykorzystana propagandowo przez III Rzeszę, ale sama zbrodnia została dokonana przez NKWD wiosną 1940 r. Fakt, że prawdę ujawniła propaganda niemiecka, utrudniał aliantom zachodnim publiczne uznanie sowieckiej odpowiedzialności.
  38. Henry I. Szymański — oficer armii amerykańskiej polskiego pochodzenia, w czasie II wojny światowej oficer łącznikowy U.S. Army przy Armii Polskiej gen. Władysława Andersa. W dokumentach z okresu jego misji występuje jako Lieutenant Colonel, czyli podpułkownik; w późniejszych omówieniach bywa jednak określany skrótowo jako „pułkownik Szymański”. Sporządzał dla władz amerykańskich raporty dotyczące sytuacji Polaków zwalnianych z sowieckich więzień, łagrów i zesłań oraz ewakuowanych z ZSRR do Iranu. Część jego raportów i materiałów dotyczących losu Polaków w ZSRR, w tym sprawy Katynia, została później ujawniona lub przypomniana w związku z pracami Komitetu Maddena.
  39. Arthur Bliss Lane (1894–1956), dyplomata amerykański, ambasador USA przy rządzie polskim w latach 1944–1947, przed wyjazdem do Warszawy prosił w Departamencie Stanu o akta dotyczące Katynia. Jak później pisał, pokazano mu jedynie raport Kathleen Harriman z 1944 r., oparty na sowieckiej inscenizacji i obciążający Niemców. Lane uznał to za dowód, że inne raporty i materiały katyńskie zostały z akt usunięte, zagubione albo nie zostały mu udostępnione. Sprawa brakujących lub stłumionych dokumentów katyńskich była następnie badana przez Komitet Maddena.
  40. Nikita S. Chruszczow (1894–1971) — działacz komunistyczny, po śmierci Stalina jeden z głównych przywódców ZSRR. We wrześniu 1953 r. został I sekretarzem Komitetu Centralnego KPZR, lecz jego faktyczna dominacja w kierownictwie sowieckim kształtowała się stopniowo w latach 1953–1956. W lutym 1956 r., podczas XX Zjazdu KPZR, wygłosił tajny referat potępiający część zbrodni i kult jednostki Stalina. W rozmowie Bnińskiego z Czapskim data „1954” ma charakter przybliżony; chodzi o okres po śmierci Stalina i po przejęciu przez Chruszczowa zasadniczej roli w kierownictwie partyjnym. Pogłoski o możliwości ujawnienia prawdy o Katyniu przez Chruszczowa pojawiały się w polskiej emigracyjnej i historycznej refleksji, ale wymagają ostrożnego traktowania jako relacje pośrednie, nie jako potwierdzony zamiar polityczny.
  41. Nadieżda Mandelsztamowa, właśc. Nadieżda Jakowlewna Mandelsztam (1899–1980) — rosyjska pisarka i pamiętnikarka, żona poety Osipa Mandelsztama (1891–1938), jednej z najważniejszych postaci rosyjskiej poezji XX wieku. Po aresztowaniu i śmierci męża w sowieckim systemie represji przez wiele lat przechowywała w pamięci i w odpisach jego wiersze, chroniąc je przed zniszczeniem. Jej wspomnienia, zwłaszcza Nadzieja w beznadziei i Druga księga, stały się jednym z najważniejszych świadectw życia inteligencji rosyjskiej pod terrorem stalinowskim. Czapski przywołuje ją jako przykład osoby, która ocaliła pamięć o ofiarach sowieckiego terroru i dała świadectwo prawdzie mimo represji.
  42. Władimir Bukowski (1942–2019) — rosyjski pisarz, działacz opozycyjny i jeden z najbardziej znanych dysydentów sowieckich. Był wielokrotnie aresztowany i więziony; przebywał m.in. w więzieniach, łagrach oraz szpitalach psychiatrycznych wykorzystywanych przez władze sowieckie do represjonowania przeciwników politycznych. W 1976 r. został wydalony z ZSRR w ramach wymiany na chilijskiego komunistę Luisa Corvalána. Na emigracji publikował świadectwa o sowieckim systemie represji i działał na rzecz praw człowieka. Czapski wymienia go jako przykład rosyjskiego dysydenta, który kontynuował tradycję moralnego oporu wobec przemocy państwa.
  43. Aleksandr Sołżenicyn (1918–2008) — rosyjski pisarz, były więzień Gułagu, laureat literackiej Nagrody Nobla za 1970 r. Po wydaleniu z ZSRR w lutym 1974 r. przebywał początkowo w Europie Zachodniej, m.in. w Szwajcarii, gdzie spotkali się z nim Józef Czapski i Jerzy Giedroyc. Paryska „Kultura” traktowała jego świadectwo jako jedno z najważniejszych oskarżeń systemu sowieckiego; Instytut Literacki publikował i popularyzował jego twórczość. W Archipelagu GUŁag, wydanym po rosyjsku w Paryżu w 1973 r., Sołżenicyn pisał również o Katyniu jako o jednej ze zbrodni sowieckich.
Share:

Leave a reply